Lactacyd - zadbaj o sfery intymne

Lactacyd - zadbaj o sfery intymne

Witajcie :)
Dzisiaj o produkcie, który mam możliwość stosowania dzięki Superpharm, która co jakiś czas organizuje dla swoich klientów otrzymanie produktu za 1grosika :) Są to moje ulubione akcje, które polegają na szybkości :D Mi się udało i testuję ;)
Lactacyd Pharma to nowość na polskim rynku. Do wyboru 4 warianty: ultra-delikatny, ochronny, nawilżający, łagodzący. Ja wybrałam ochronny.
Ochronny płyn ginekologiczny Lactacyd Pharma pomaga zapewnić aktywną ochronę przed infekcjami bakteryjnymi. Zawiera naturalne składniki hamujące rozwój bakterii, dzięki czemu zapobiega nawrotom infekcji oraz powstawaniu nieprzyjemnego zapachu.
Zalety: wzbogacony o antyseptyczny ekstrakt tymianku oraz zawiera naturalny środek antybakteryjny.

Jako, że czasami jestem niezłą psują tak w tym wypadku od razu zepsułam pompkę dozującą płyn :D. Albo po prostu tak miało być. Nie wiem.
Słyszałam dużo pozytywnych opinii na temat marki Lactacyd, dlatego wierzę tej marce. Płyn ma rzadką konsystencję i jest przezroczysty. 

Niestety nie podoba mi się kompletnie jego zapach, ale to pewnie zasługa tego, że nie znajduje się tam zbytnio podrażniających dodatków zapachowych ;). Jest delikatny, dobrze się pieni i myślę (niewidzialnym okiem), że równie dobrze pielęgnuje strefy intymne. Moja skóra nie ma skłonności alergicznych, dlatego nie jest wymagająca co do płynów intymnych. Niemniej jednak myślę, że spokojnie sprawdzi się na wymagającej skórze ;)
Cena: 12.99, dostępny w każdej drogerii
Ocena: 4/5 - odejmuję za ten zapach ;)


Wczoraj wysłałam swoją paczuszkę na blogerskie mikołajki organizowane przez dziewczyny z bloga http://www.goodtotry.pl a już dzisiaj zapukał do mnie kurier z przesyłką od blogerskiego mikołaja :) Prezenty bardzo mi się spodziewały i dziękuję bardzo ;). Niedługo pochwalę się jej zawartością.


Buziaczki, Patka! :)

Testujemy - Biedronka!

Testujemy - Biedronka!

Hej ;)
W poprzednim poście wspominałam Wam, że udało mi się zostać testerką Biedronki ;) W czwartek zapukał do mnie kurier z przesyłką ;)

Krótko o akcji:
Biedronka szuka co miesiąc nowych 1000 testerów swoich nowych produktów, by wybrali jeden najlepszy, który trafi na półki sklepowe ;) O akcji usłyszałam już jakiś czas temu, ale dopiero w tym miesiącu udało mi się zakwalifikować do testów. Serdecznie zapraszam Was do udziału w tej akcji.
 Link do rejestracji znajdziecie TUTAJ
W tym miesiącu testujemy mydła w płynie ;)
 Pięć 100ml buteleczek z pompką, każda o innym zapachu. I tak od lewej:
-Creamy Orchid -> kremowa orchidea
- Oriental Night -> tajemniczy Zingiber ( po wygooglowaniu wyskoczył mi... IMBIR :D)
- Hawaiian Dream -> Canaga  ( ylang-ylang)
- Pure Flower -> irys
- Green Touch -> aloes

Szczerze mówiąc jestem w szoku co do zapachów ;) Skład wszystkich to angielskie nazwy kwiatów, czy ekstraktów. Byłam ciekawa zapachów Oriental oraz Hawaiian i jestem w szoku, ze to właśnie te zapachy!

Creamy Orchid, Pure Flower oraz Green Touch to zapachy delikatne, takie jak na mydło przystało, kremowe i łagodne.
Hawaiian Dream oraz Oriental Night mnie zaskoczyły totalnie! Raz, ze względu na te tajemnicze nazwy, które później okazały się dość charakterystycznymi i znanymi ekstraktami, a dwa -są mocne! Z jednej strony podobają mi się ze względu na ich wyrazistość a z drugiej są zbyt intensywne i jak to stwierdziłyśmy z mamą - męskie :D.

Pierwsze wrażenie: nie chciałam na początku myć rąk, a powąchać każde mydło z osobna :D.
 Akcja z testowaniem polega na wybraniu jednego zapachu, więc podczas obwąchiwania każdego powstał mi w głowie ten dominujący. Niestety, podczas umycia rąk, kolejność zmieniła się diametralnie! :)
Co innego zapach "na sucho", co innego próbować w kontakcie z pH skóry :D
Niemniej jednak na dzień dzisiejszy moim numerem jeden jest PURE FLOWER, który podczas "węchowego" testu wypadł ... najgorzej! :D

Co do działania - dobrze myje, nie wysusza rąk i fajnie wygładza dłonie - przynajmniej moje ;) Zapach utrzymuje się jakiś czas, a te mocniejsze zapachy jeszcze dłużej ;))
Wyniki testu przesyłamy do 3 grudnia, więc nie chcę jeszcze podejmować ostatniej decyzji, ponieważ cały czas dokładnie wącham moje dłonie podczas każdego mycia ;)

Aktualnie moja kolejność wygląda następująco:
Pure Flower, Creamy Orchid Oriental Night, Hawaiian Dream, Green Touch :]

Jeżeli tylko mi się uda to z chęcią wezmę udział w kolejnym testowaniu :). A niestety nie jest to proste ;) Biedronka w dniu testowania wypuszcza baner o podpowiedzi kiedy może pojawić się magiczny guzik "weź udział w testowaniu...". Nie mówi natomiast o której godzinie dokładnie testowanie się zacznie. Dlatego trzeba się nieźle naczekać i dodatkowo mieć zwinne paluszki, by ktoś tego testowania nie zabrał nam sprzed nosa.

Słyszeliście już o tej akcji? Miałyście możliwość testowania z Biedronką? Jakie są Wasze odczucia ? :)

Buziaczki, Patka  ! :)
Mio... amore

Mio... amore


Hej :)
Pogoda z dnia na dzień coraz gorsza a ja już tęsknię za upałami, ciepłą wodą i złotym piaskiem :) Dlatego skusiłam się na napisanie dla Was kolejnego podróżniczego posta.
 A dzisiejsza stacja - Włochy! :)


 Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82ochy
Włochy, czyli nasz europejski kozaczek leżą na Półwyspie Apenińskim, otoczone aż 5 morzami :)
Stolicą Włoch jest Rzym.
W tym wspaniałym Państwie miałam okazję przebywać aż dwa razy i dalej, mimo ostatniego pobytu nie zniechęca mnie do pojechania tam raz jeszcze! ;)
Pierwszy wyjazd był jednym z najlepszych wyborów z jakimi miałam okazję się zetknąć w swoim życiu. Wyjazd organizowany był przez moją szkołę kiedy ja chodziłam do 2 liceum. Na początku września zdecydowałam się z koleżankami i.... POJECHAŁYŚMY ;)
Była to wycieczka objazdowa podczas której odwiedziłyśmy:
Wenecję












 












Rimini






 Jedyne zachowane zdjęcie :P Widok z hotelu ;) Po lewej stronie widok na morze ;) oraz wschodzące słońce ;)











San Marino





 Widok na miasto ;)









Florencję
































Tivoli




 Pobyt tam to istny raz na Ziemi!
























 Orvieto















Monte Cassino



























                                                Watykan i Rzym  
























                                   oraz Pompeje i Wezuwiusz



















 Widok z Wezuwiusza ;)














 oraz wnętrze wulkanu :)








Była to wycieczka, którą zapamiętam do końca życia. Niedosyt sprawił, że w tym roku ubłagałam mojego narzeczonego i pojechaliśmy również na kozaczka, ale tym razem do miejscowości - Lido di Jesolo ;)
Niestety, pogoda nam kompletnie nie dopisała, nie było wielkich upałów, a zdarzyły się nam dni deszczowe.
Włochy są dla mnie szczęśliwe, ponieważ już drugi raz byłam nimi zauroczona - po raz pierwszy ze względu na objazd tak pięknych miejsc a po raz drugi - ze względu na oświadczyny mojego narzeczonego! <3

Jeżeli Wy również chcielibyście wybrać się w to magiczne miejsce to zapraszam serdecznie na krótki opis.



Plaża:
Miałam przyjemność opalać się na dwóch - w Lido oraz Rimini ;) Właściwie obie te miejscowości znajdują się dość niedaleko siebie ( północny-wschód Włoch) i ich plaże także się nie różnią. Długie, piaszczyste i szerokie :) W większości są  prywatne, należące do hoteli znajdujących się przy morzu,dla gości bezpłatne są leżaki oraz parasole, dla innych - nie.
Morze:
Tutaj również jak w przypadku Bułgarii morze przypomina nasz Bałtyk ;) Ja kąpałam się w Morzu Adriatyckim i miałam dość pozytywne odczucia. Jest słone, zasolenie wynosi 4-38‰. Jeżeli chodzi o żyjątka morskie to można jedynie spotkać małe, przemieszczające się krabiki :)

Temperatura:
Zarówno Rimini jak i Lido di Jesolo nie są bardzo gorącymi miejscowościami. Jeżeli chcecie mieć gwarantowane słońce i upały to polecam wybrać południe Włoch - Sycylię lub Sardynię ;)

Źródło: http://www.travelplanet.pl/przewodnik/wlochy/temperatury/

Dojazd: 
Jak w przypadku Bułgarii wybraliśmy się autokarem wraz z biurem podróży Zawadzkie . Wycieczka kosztowała nas niecałe 1400zł :) Do Włoch jechaliśmy ok. 12-13 godzin a w drodze powrotnej nasi kierowcy nabrali wiatru w żagle i w Katowicach byliśmy już po 10 godzinach jazdy :)
Waluta, ceny i regionalne potrawy:
W tym kraju obowiązuje Euro, więc taką walutę musimy zabrać ze sobą ;) Jeśli chodzi o ceny posiłków to za 1 danie zapłacimy w granicy 5-10 euro. My wykupiliśmy śniadanie oraz obiadokolację, więc nie stołowaliśmy się dodatkowo w restauracjach. Gdy zabrakło nam jedzenia wybieraliśmy się na wycieczki do Lidla lub lokalnych supermarketów ;)
Jeśli chodzi o regionalne potrawy to nie muszę chyba dużo o nich pisać. Cały świat wie, że Włochy słyną z pizzy, makaronów i lodów! :) Ja osobiście za pizzą włoską nie przepadam, ale uwielbiam za to ich makaron oraz sos pomidorowy. Nigdzie nie znajdziemy tak pysznych produktów, dlatego nie mogłam się oprzeć i nie wrócić z nimi do domu :)




Mogliśmy wybierać w hotelu co chcemy i jednego wieczoru ( na dzień następny) w karcie pojawiły się małże ;) Mój narzeczony zdecydował się na nie i stwierdził, że smakują lepiej niż wyglądają ! :D











Pyszna kawka każdego poranka ;)













Pamiątki:
Must have podczas tego pobytu było zdobycie magnesu na lodówkę jako pamiątki z Italii. Z wycieczki objazdowej kilka lat temu wróciłam z koszulką I love Italia, którą niestety zniszczyła mi moja mama podczas prania ( do dzisiaj nad tym ubolewam :( a w Lido nie mogłam znaleźć drugiej takiej samej!). Z pamiątek osobiście polecam zakup wcześniej wspomnianego sosu pomidorowego, makaronu, oliwy z oliwek czy jakiegoś trunku :)

Atrakcje:
Wycieczka objazdowa sama w sobie była jedną, wielką atrakcją, dlatego dodatkowe nie były potrzebne ;) W Lido di Jesolo trafiliśmy do największego chyba w całych Włoszech Aquaparku - AQUALANDIA. Wstęp kosztuje 40euro, ale za tyle atrakcji ta cena nie jest wcale wygórowana. Dodatkowo trzeba płacić za jedzenie zamawiane w aquaparku :)



















Włochy to kraj, który z pewnością jeszcze raz odwiedzę a Was serdecznie zachęcam do zwiedzenia tak pięknego kraju ;)

A teraz moi mili, pora wrócić do rzeczywistości i napić się ciepłej herbatki, wejść pod kocyk który przez kilka miesięcy będzie moim życiowym towarzyszem :)

PS. paczuszka na blogerskie mikołajki już skompletowana i za kilka dni zabieram się za jej spakowanie i wysłanie! Już nie mogę się doczekać ;)

Buziaczki, Patka ! :)

Zielony placuszek

Zielony placuszek

Hej ;)
Witam wszystkich wieczorową porą z nadzieją na narobienie Wam smaka na ... placuszki z cukinii ;) Będąc ostatnio w Tesco natknęłam się na przepisy Pana Makłowicza i zabrałam kilka do siebie. Akurat przepis na placki przyciągnął najbardziej moją uwagę i następnego dnia miałam już wszystkie potrzebne składniki do przygotowania tego dania ;)
Zapraszam na moją ucztę !
Przepis: 
             Placuszki
  • 2 cukinie
  • 2 ząbki czosnku
  • 200g sera typu feta
  • 3-4 łyżki mąki
  • 1 jajko
  • 1 pęczek świeżej mięty
  • sól do smaku
  • olej do smażenia
             Sos 
  • 400ml naturalnego, gęstego jogurtu greckiego
  • świeżo wyciśnięty sok z cytryny
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 pęczek koperku

1. Cukinię z obciętymi końcami ścieramy na tarce bez obierania ze skórki, solimy i odstawiamy na 30min.
2. Dokładnie odciskamy, przekładamy do miski, dodajemy pokruszony ser, posiekaną miętę i czosnek, wbijamy jajko i dodajemy tyle mąki, by powstało ciasto o konsystencji bardzo gęstej śmietany.
 3. Łyżkę kładziemy na rozgrzany na patelni olej, formujemy placki i smażymy z obu stron na złoto; po usmażeniu kładziemy na ręczniku papierowym, by pozbawić je nadmiaru tłuszczu
4. Jogurt mieszamy z oliwą, sokiem z cytryny i posiekanym koperkiem, solimy do smaku, podajemy z plackami.
SMACZNEGO!
Uwagi: 
*W swoim wykonaniu nie wykorzystałam liści mięty.
**Bardzo, ale to bardzo ostrożnie z solą i fetą. Ja, niestety zrobiłam dokładnie tak jak w przepisie soląc cukinię przez co po dodaniu fety masa była dosyć słona :(. Na szczęście jogurt zniwelował ten mankament :P
*** Przestrzegam przed smażeniem placuszków, ponieważ ja nieźle się umęczyłam, żeby wyglądały tak jak wyglądają na zdjęciu :P Dopiero w połowie smażenia zorientowałam się, że dodałam zbyt małą ilość mąki, przez co placki rozwalały mi się przy odwracaniu :D
Pan Makłowicz podaje, że wartość energetyczna jednej porcji to 395kcal, więc jest to danie dosyć kaloryczne ze względu na użyty olej do smażenia i dodatek fety. Nie wiem niestety co jest ukryte pod słowem "porcja" a szkoda, bo chciałabym dowiedzieć się co ma na myśli autor przepisu :P

Osobiście placuszki bardzo mi smakowały, ponieważ bardzo lubię cukinię. Będąc małym dzieckiem zawsze uciekałam do koleżanki, która w swoim ogródku posiadała cukinie i razem robiłyśmy sobie cukiniowe "burgerki" :P. 
Gdyby nie moja wtopa z solą byłyby wyśmienite ! :)

A jak u Was z tym warzywem? Lubicie, czy nie ? : )

PS. Po męczących godzinach i czatowaniu przed kompem udało się i dostałam się do testów Biedronki. Tym razem będą to testy mydeł ;) Już nie mogę się doczekać paczuszki! :)

Buziaczki, Patka! :)




Gloss Like Gel

Gloss Like Gel

Hej :)
Wiedziałam, że długo nie wytrzymam i już dzisiaj wypróbowałam mój nowy nabytek z poprzedniego posta - Lovely Gloss Like Gel nr 237 :)
8 mililitrowa buteleczka z wygodnym pędzelkiem :) Kolor to fuksja, aczkolwiek na zdjęciach widać go jako czerwony bądź ciemnoróżowy ;)
Jak wspomniałam w poprzednim poście wiele z Was skarżyło się na ten lakier, ale ja postanowiłam go kupić. Sam w sobie, nawet bez promocji nie kosztuje dużo, bo 5,69zł, więc jest to jeden z tańszych żelowych lakierów dostępnych na rynku.
Pierwsze wrażenie: strasznie martwiłam się, że lakier będzie długo wysychał, bo czytałam, że po długim okresie dalej jest dosyć plastyczny i opuszki palców zostają bez problemu. Ja jednak nie zauważyłam tej zależności, a czekałam, aż lakier wyschnie ok. pół godziny, żeby u mnie ten efekt nie wystąpił :)
Należy go aplikować dwa razy, ponieważ jedna warstwa jest niewystarczająca :P
Strasznie podoba mi się efekt połysku jaki powstał i liczę na to, że będzie mi on towarzyszył przynajmniej kilka dni :)
Moja mama również pomalowała nim paznokietki i jest z niego zadowolona, bo efekt trzyma się jej już kilka dni i nadal wygląda świeżo! :)
To moja pierwsza styczność z lakierami tego typu i jestem pozytywnie zaskoczona :) NIE ma żadnego efektu odciśniętych opuszków i innych odciśniętych rzeczy. NIE jest także super gęsty, jak niektóre pisały, jak dla mnie jest on tradycyjny(widziałam gęstsze :P). Zobaczymy jeszcze jak z trwałością, jednak po opinii mamy jestem pozytywnie nastawiona.

Podsumowując: sprawdzi się u osób cierpliwych, które mają dosyć czasu, żeby poczekać na wyschnięcie lakieru. Ewentualnie można się wspomóc przyspieszaczami, ale u mnie nie zdają one egzaminu :). Cena jest wyśmienita i bardzo żałuję, że trochę poparłam się opiniami w Internecie,bo z pewnością wybrałabym drugi taki sam, ale w innym kolorze.

Ocena: 5/5 ! :)
ALE... tak czy inaczej czuję, że następnym lakierem będzie już profesjonalny lakier hybrydowy pod lampę :)

Tradycyjnie zadaję Wam pytanie :) : czy miałyście styczność z lakierami imitującymi efekt lakieru żelowego? Jakie są Wasze opinie na ich temat i czy są to lakiery Lovely, czy inne marki?

Buziaczki, Patka! :)

PS. wrzuciłam skrót do FanPage bloga na Facebooku i mojego prywatnego Instagrama, żebyście mogli mnie odnaleźć w necie ! :)

NOWOŚCI, NOWOŚCI! :)

NOWOŚCI, NOWOŚCI! :)

Hej Wam :)
W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać moje zakupowe nowości;)
Od dłuższego czasu poszukiwałam płaszcza, który spełniłby moje wymagania. Nie lubię kupować mega drogich rzeczy, ponieważ jestem osobą, która zbytnio nie przywiązuje się do ubrań i szybko mi się nudzą :P. Dlatego ustaliłam sobie maksymalną cenę za płaszcz - 150zł. "Obmaszerowałam" dosłownie wszystkie sklepy i miałam duży problem - tam, gdzie płaszcz mi się podobał kosztował dużo, źle leżał lub miał inne nie pasujące kryteria :D. Prawie się poddałam, kiedy stwierdziłam, że ostatnią szansę dam Galerii Katowickiej :P.
Udało się ! :)
Jako, że uwielbiam promocje, zniżki i inne takie eventy udało mi się kupić płaszcz za 99,99zł dzięki zniżkom,  dodatkowo załapałam się na promocję "drugi produkt -50%" i wybrałam sobie torebkę za którą zapłaciłam 25zł ;) Łącznie zapłaciłam niecałe 125zł za obie rzeczy :)
* płaszcz Sinsay 139,99zł
* torebka Sinsay 49,99zł

Od dawna czaiłam się również na promocję w Rossmannie 1+1 kosmetyk do makijażu. Akurat w mojej kosmetyczce takich rzeczy nie brakuje, ale chciałam odświeżyć moją kolekcję lakierów. Ku mojej uciesze promocja obowiązuje również na nie! :)

** regulamin promocji dostępny tutaj: http://www.rossnet.pl/Portals/0/banery/akcje/1plus1-regulamin.pdf

Niedługo planuję zakup zestawu do paznokci hybrydowych, ale chciałam spróbować lakierów do paznokci imitujący właśnie efekt hybryd :)
Zdecydowałam się na Lovely Gloss Like Gel, mimo złych opinii w Internecie :) Ciekawe jak spisze się u mnie, dlatego chcę dać mu szansę :)
Drugi z lakierów to Wibo, Glamour Satin, który urzekł mnie przepiękną barwą :) Poczeka sobie do świąt! :)
*Lovely, Gloss Like Gel - 5,65zł
*Wibo, Glamour Satin - 6,99zł

A jak u Was? Planujecie jakieś większe zakupy? Skorzystałyście już z promocji 1+1 Rossmanna?

Buziaczki, Patka!

Pierwszy olejek do włosów :)

Pierwszy olejek do włosów :)

Hej! :)
Słoneczko w listopadzie nas rozpieszcza, bo od początku tego miesiąca świeci, aż się buzia śmieje :). Niestety idą tego konsekwencje w postaci dzisiejszego i wczorajszego wiatru. Zawsze powtarzałam, że jestem meteopatką, bo co rusz mnie gdzieś "lupie" w kościach, a odkąd wieje niemiłosiernie boli mnie głowa i kiepsko się czuję. Postanowiłam jednak napisać notkę o zakupie mojego pierwszego olejku do włosów - Isana Hair Professional, Oil Care Haarol ;)
Wizaż:

Olejek do włosów mocno zniszczonych i suchych. Zawiera olej arganowy. Nadaje włosom zdrowy połysk. Przetestowany przez fryzjerów.
Zawiera bogaty kompleks olejów pielęgnacyjnych w skład którego wchodzą oleje: arganowy i słonecznikowy. Olej szybko się wchłania i uszlachetnia włosy, jednak ich nie obciąża i nie pozostawia w nich tłustych resztek. Ultralekka, nie natłuszczająca i bardzo skuteczna formuła pielęgnuje włosy mocno zniszczone i suche. Efektem są zdrowe, silne i lśniące włosy.
Przed myciem włosów używać oleju do ich intensywnej pielęgnacji. Olej można też stosować na umyte mokre włosy dla nadania im szczególnego połysku i gładkości, a ponadto na suche włosy jako styling finish.
Oszczędnie nanosić olej na długie włosy i ich końcówki. Wskazówka: Produkt zawiera oleje naturalne. Ewentualna utrata klarownej konsystencji nie ma wpływu na jego jakość.
Chroni przed bezpośrednim działaniem promieni słonecznych.
Skład: Cyclopentasiloxane, Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, pPrfum, Argania Spinosa Kernel Oil, lLmonene, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcochol, Alpha- iIomethyl Ionone, Geraniol, Citral.
Cena: 15zł / 100ml  - ja kupiłam w promocji za trochę ponad 10zł :)


Czytam różne blogi i dużo z Was chwali sobie produkty Isany. Testując kosmetyki Marion otrzymałam maskę arganową do włosów, którą byłam zachwycona, więc chciałam znaleźć równego następcę i ... ZNALAZŁAM! :)
Jak już kojarzycie mam kręcone włosy, które się puszą. Udało mi się trochę poprawić ich kondycję a przede wszystkim ich lśnienie za pomocą kolagenu firmy BingoSpa. Zostało mi puszenie ;). 
Odkąd stosuję ten olejek, jak tylko włosy wyschną nanoszę odrobinę, przez co włosy są gładkie, lśniące i oczywiście mniej się puszą! :) Wiadomo, że warunki na dworze są coraz to kiepskie i ten olejek radzi sobie do momentu wyjścia na dwór w deszczowy dzień, aczkolwiek nie oczekuję od niego cudów. W pogodny dzień po jego zastosowaniu włosy są świetne! Na razie stosuję tylko jak podsychają, ale muszę wypróbować innych wariantów, które, z opinii wizażanek są równie skuteczne :) Dodatkowym plusem jest to, że nie przetłuszcza włosów, należy jednak bardzo uważać w ilości olejku ;)

Ocena: 5/5! :)

Cały czas myślę nad olejowaniem moich włosków, w celu poprawy ich kondycji, a po używaniu tego, mimo, że ilość jest mała - jestem chętna na te zabiegi :)
A Wy używałyście kiedyś takiego typu kosmetyków ? 

Buziaczki, Patka ! :)
Paznokciowy post :) + rozdanie :)

Paznokciowy post :) + rozdanie :)

Witam Was wszystkich w dniu Wszystkich Świętych :) ! Jako, że niedawno wróciłam z cmentarza a w tym roku do mojej babci wybieram się dopiero jutro to mam trochę czasu żeby naskrobać krótkiego posta :)

A w nim paznokcie pomalowane lakierem o piaskowej fakturze Lovely, Baltic Sand ;)
Lakiery, które po naniesieniu i wyschnięciu tworzą efekt struktury piasku. Wystarczy jedno pociągniecie pędzelkiem aby paznokcie wyglądy jak posypane ziarenkami kolorowego piasku. Dostępne w wielu kolorach. Cena: ok. 10zł / 8ml 
Źródło: Wizaż

Strasznie kusił mnie ten lakier i kiedyś będąc w Rossmannie natrafiłam na ciekawą promocję i go kupiłam :) Jestem niego baardzo zadowolona, aczkolwiek wybierając go drugi raz wybrałabym trochę jaśniejszy kolor :). Lakier faktycznie pozostawia wrażenie piasku na płytce. Po pomalowaniu warstwy można pomyśleć, że jest to zwykły, brokatowy lakier, natomiast po wyschnięciu widać małe grudeczki "piasku". Na początku trochę denerwowała mnie ta struktura, ponieważ po przejechaniu opuszkami paznokieć jest szorstki. W miarę użytkowania warstwa trochę się gładzi i "piasek" znika. Daje jednak efekt WOW bez zbytniego wysiłku :)

Ocena: 5/5

A jak u Was, miałyście kiedyś do czynienia z piaskowymi lakierami? Jakie są Wasze opinie na jego temat? :)

PS. Zapraszam Was serdecznie do rozdania organizowanego na blogu Beauty natural :  











Buziaczki, Patka :)
Copyright © 2014 recenzje / testy / zabawa / kuchnia , Blogger